Wywiad z Sabiną Jeszką
Redaktor: Krzysztof Lazaj   
18.10.2012.
Redakcja: Może zacznijmy od tego, czy uważasz, że Europejski Dzień Języków, połączony z konkursem piosenki, to dobry pomysł?
Sabina Jeszka: Najlepszy, jaki może być. Młodzi ludzie uczą się języków przede wszystkim dzięki piosenkom. Uważam, że jest to dla młodzieży świetny moment na pokazanie się właśnie od strony muzycznej. Ja zawsze byłam pozytywnie do tego dnia nastawiona, nie wiem, czy to się nazywało tak za moich czasów – Europejski Dzień Języków, ale kiedy był konkurs piosenki angielskiej, uczestniczyłam w nim i bardzo mnie to cieszyło. Red.: Co sądzisz o dzisiejszych wykonawcach?
S.J.: Muszę przyznać, że dzisiaj był bardzo wysoki poziom. Kiedy w ubiegłym roku miałam przyjemność „jurorowania”,  było mniej wykonawców. Strasznie mnie ucieszyło to, że dziś wielu chętnych uczniów pochodziło z pierwszych klas. Bardzo podobał mi się świetny akcent praktycznie każdego z wykonawców.  Ale to, co mi się najbardziej podoba w Hance, to fakt, że wykonawcy zawsze prezentują wyszukane piosenki, a nie pierwsze lepsze z radia.

Red.: Lubiłaś chodzić do szkoły?
S.J.: Bardzo. Czasy liceum to najlepszy okres w swoim życiu. Mimo tego, że nie zawsze chciało mi się chodzić na zajęcia, to naprawdę bardzo dobrze je wspominam. Najlepszy był angielski z panią Mariolą Madzią i historia z panią Jolantą Palińską. To są panie, które nie tylko były nauczycielkami, ale także świetnymi przyjaciółkami. Naprawdę ze szkołą wiążę bardzo przyjemne wspomnienia. Jej klimat       tworzyli przede wszystkim świetni ludzie. I widzę, że do teraz tak zostało, że naprawdę fajni ludzie się dostają do tej szkoły i wszystko jest na wysokim poziomie.

Red.: Co skłoniło Cię do występu w "Mam talent"?
S.J.: Pewnego wieczoru oglądałam z całą rodzinką poprzednie edycje i tak podpytywałam, co by było, gdybym poszła do następnej. Zawsze chciałam się jakoś sprawdzić. Tylko, że dostałam odpowiedź : „gdzie tam pójdziesz, powiedzą Ci jeszcze coś złego, załamiesz się, zamkniesz się w sobie i tyle będzie.”   No więc podjęłam sama decyzję, że idę na precasting do Zabrza, nic nie mówiąc nikomu z rodziny. Stwierdziłam, że dowiedzą się dopiero wtedy, kiedy zadzwoni telefon, że dostałam się na casting jurorski. I tak właśnie było. Od tego czasu mnie wspierają i już nie mówią, żebym czegoś nie robiła.

Red.: Co czułaś podczas występu?
S.J.: Duży stres. Pamiętam, że miałam taki luźny kombinezon i on się cały trząsł. Nogawki mi się trzęsły, strasznie się stresowałam.

Red.: A teraz w trakcie występów, jak jest?
S.J.: No właśnie najgorsze jest to, że miałam nadzieję, iż im więcej występów, tym mniejszy będzie stres, ale jest na odwrót: im więcej występów, tym większy stres. Nie wiem, czy to jest jakieś poczucie, że, kolokwialnie mówić,  "nie chcę dać ciała" i chciałabym jak najlepiej wystąpić przed widownią.

Red.: Czy "Mam talent" był Twoim debiutem na scenie muzycznej?
S.J.: Na scenie muzycznej debiutowałam w szkolnym Idolu. Został zorganizowany taki konkurs wojewódzki tu, w Rybnickim Ekonomiku. Zaprezentowało się chyba dziesięciu wykonawców.  Uważam to wydarzenie za mój debiut, ponieważ udało mi się wygrać. Wtedy stwierdziłam, że muzyka to jest właśnie TO.

Red.: Uważasz się za gwiazdę?
S.J.: Nie, no co Ty.

Red.: Kiedy ludzie rozpoznają Cię na ulicy, to jak reagują na Twój widok?
S.J.: Najczęściej nie ma czegoś takiego, że zatrzymają się i cokolwiek powiedzą. Bo w sumie taka reakcja byłaby najfajniejsza. Natomiast jest tak, że tylko szeptają - i to jest dziwne. Bo zastanawiasz się wtedy,      czy szeptają, że „A to jest Sabina Jeszka” czy „Ale ona jest brudna”. Fajnie by było, gdyby mnie zatrzymali i powiedzieli, czy się podoba, czy nie.

Red.: Skąd czerpiesz inspirację do teledysków i tekstów piosenek?
S.J.: Z życia. Kiedy pisałam teksty do angielskiej wersji mojego pierwszego singla miałam taki czas, że troszeczkę w życiu mi się powywracało. Wybrałam pewną drogę. W moim mniemaniu była to droga wolności. Myślę, że teksty są przede wszystkim o tym, co ja przeżywam lub co bym chciała przeżywać, ale są też teksty o historiach związanych np. z moimi znajomymi. Nie są to wymyślone historie o niczym, zawsze staram się, żeby miały one jakiś sens. Fajne jest to, że w momencie, kiedy pisze się tekst, to ma się taką nadzieję, że nie będzie on odczytany całkiem dosłownie, że jednak każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Red.: Czy wydałaś albo masz zamiar wydać jakieś płyty?
S.J.: Mam zamiar. Kiedy to się stanie, nie mam zielonego pojęcia, bo to jest już wyższa szkoła jazdy i trzeba naprawdę dużo funduszy oraz dużo szczęścia, aby to się udało. Fajnie by było, gdyby znalazła się jakaś ciekawa wytwórnia. Bardzo ważny jest też management, ponieważ to nie jest tak, że samemu, nawet dzięki ciężkiej pracy, można wszystko osiągnąć. To nie wystarcza.

Red.: Jak czujesz się na scenie?
S.J.: Czuję ogromną radość, ale też pojawia się stres, który towarzyszy przed wyjściem na scenę i do 1/3 części pierwszej piosenki. Potem jakby o wszystkim zapominam, robię się innym człowiekiem i czasem     nie pamiętam też tekstu piosenek, ponieważ tak się rozhulam na scenie, że nagle mam pustkę i muszę wtedy "szyć". Ogólnie jest to niesamowita radość i czuję się, jakbym przynależała do tej sceny i wtedy nie chcę      z niej schodzić.

Red.: Kogo w swoim życiu darzysz największym autorytetem?
S.J.: Mojego ojca.

Red.: Zajmujesz się czymś poza śpiewem? Studia, praca?
S.J.: Właśnie obroniłam pracę magisterską z turystyki i rekreacji. Na wszelki wypadek, gdyby nie wyszła sfera muzyczna, mam coś w zanadrzu. Interesuję się też sportem. Bez niego w ogóle bym nie istniała. Najbardziej lubię kick-boxing, a oprócz tego narciarstwo, pływanie i jazdę konną.

Red.: Chciałabyś założyć rodzinę czy wolisz poświęcić się karierze?
S.J.: Kiedyś bym chciała założyć rodzinę, ale na pewno jeszcze nie teraz. Dzieci mi zupełnie nie w głowie, jedynie może pies. Najpierw chciałabym się spełnić zawodowo, a dopiero potem mogę myśleć o dalszych planach, bo jednak fajnie byłoby, gdybym miała za co utrzymać dziecko.

Red.: Co radzisz młodym artystom, którzy stawiają pierwsze kroki na scenie i marzą o karierze muzycznej?
S.J.: Przede wszystkim, żeby próbowali i się nie poddawali. Bardzo często można spotkać na swojej drodze nieżyczliwych ludzi. Ja też często spotykałam osoby, które mówiły mi, że mam zwykły, przeciętny głos, że nie słychać tego od razu, że to jest Sabina Jeszka, ale, mimo wszystko, starałam się. Dostałam kiedyś taką  negatywną opinię, którą zapamiętam do końca życia, ale nie poddałam się i dzięki temu teraz, po upływie lat, mogę się uśmiechnąć do tej pani i powiedzieć, że rzeczywiście tak nie było. Więc przede wszystkim trzeba się nie poddawać i dużo nad sobą pracować, nie tylko nad swoim talentem, ale też nad psychiką. Bardzo często można spotkać osoby, które uśmiechają się do Ciebie, a myślą coś  zupełnie innego. To jest tak, jak z niektórymi koleżankami…

Red.: Dziękujemy za udzielenie wywiadu i życzymy wiele sukcesów, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.
S.J.: Dziękuję bardzo.